Usypianie dziecka

Usypianie, czyli wspomnienia matki-frustratki

Przeglądając stare pliki natknęłam się na tekst, który napisałam, kiedy Emila miała około roku. To był czas, kiedy noce przeważnie bywały rwane, a samo usypianie trwało barrrrdzo długo. Dziś nawet by mnie to ubawiło, ale uświadomiłam sobie, że za parę miesięcy będzie powtórka z rozrywki… 😉

[19:04] Po szalonych zabawach w wannie, butli pełnej kaszki i nieco dramatycznej walce o czyste ząbki, nadszedł czas na sen. Oczka wyglądają na śpiące, Mila chętnie się przytula. Będzie dobrze! W myślach układam już pasjonujący plan wieczoru: po raz 14-sty przepłukać pranie zalegające w bębnie, zdjąć z suszarki poprzednie, które wisi tam już drugi tydzień i chyba zaczyna się kurzyć, upchać je do szafy (Prasowanie? Pfff…), wywiesić nowe, opróżnić zmywarkę, załadować tym co straszy w zlewie, przygotować obiad na jutro, nakarmić kota nim wpadnie mu w oko moja łydka, pozamiatać żeby mój mały raczkujący odkurzacz nie miał jutro czego zbierać… Kalkuluję: jeśli zaśnie w ciągu 40 minut, będzie jeszcze czas na łyczek cydru i kilka stron nowego kryminału. Plan jest, czas działać!

[19:15] Leżymy już w łóżeczku. A właściwie Mila w łóżku, a ja na dwóch podejrzanie małych poduszkach na podłodze. Eee, szybko dziś zaśnie, nie zdążę ścierpnąć. Czas na lekturę. Wybieram Calineczkę. Zaczynam czytać.

[19:21] Mila wesoło pokrzykuje: Mammaeee! Spoglądam na nią z czułością, ale i z niepokojem: Gdzie, u licha, podziały  się te śpiące oczka?

[19:30] Mila skacze po łóżku, próbuje odgryźć kartonowy narożnik Calineczki. Nie słucha, wola: Tattaaeee! Zachowuję spokój, ale słodki bajkowy obrazek – czytająca mama i usypiający bobas – wydaje mi się już jakoś śmiesznie nierealny. Czas na zmianę taktyki.

[19:38] Gaszę światło, klękam przy łóżeczku, by móc objąć Emilkę. Kołysanki dadzą radę. Zaczynam tradycyjnie od Idzie niebo ciemną nocą, przerywam Wlazł kotek na płotek, potem już standard: Na Wojtusia z popielnika  i Królu mój – oczywiście w zmodyfikowanej wersji dla dziewczynek.

[19:50] Repertuar przerobiłam już cztery razy. Milka oddycha spokojnie, nie próbuje odgryźć mi palca. Czyżby spała? Ostrożnie podnoszę głowę i spoglądam na dziecko. Natychmiast “łapią” mnie błyszczące czarne oczka. Smoczek zostaje wypluty, a na jej małej twarzyczce pojawia się OGRRROMNY uśmiech. Mammaee i siada.

[20:04] Poszerzam repertuar nawet o Edytę Geppert. Emi trenuje intensywne obroty. Moje kolana błagają o litość.

[20:32] Moja sytuacja staje się beznadziejna. Jestem pewna, że nie dam rady wstać o własnych siłach, głos lekko chrypi (chyba zaraz przejdę na Edith Piaf). Emila gada po swojemu. Rozpaczliwie szukam jakichś rozwiązań. Suszarka ma złą częstotliość, więc szumię przez zęby. To ją trochę uspokaja, ale nie jestem w stanie szumieć jednostajnie. Przerwy na wdech nie są akceptowane przez moją córkę.

[20:48] Drzwi pokoju lekko się uchylają, pojawia się w nich głowa mojego małżonka. Mila prawie wstaje: TAAATTTAAEEE! Słyszę: Myślałem, że zasnęłaś, więc zajrzałem. Myślę, że nawet mrok nie jest w stanie ukryć moich oczu płonących nienawiścią. Z nadludzkim wysiłkiem wstaję i zarządzam: ZMIANA, bo muszę siusiu. Lecę do toalety. Siedząc na sedesie jedną ręką rozmasowuję obolałe kolana, drugą odpalam płukanie. Wychodzę z łazienki, pętla z futra, pazurów i zębów owija mi się wokół kostki. Ciągnę bestię do kuchni, gdzie uzupełniam miskę i udaje mi się pozbyć tej bolesnej bransolety. Muszę chwilę przysiąść i napić się tej kawy, którą porzuciłam pyszną, parującą około południa. Nie mam sił na robienie nowej.

[21:12] Chyba przysnęłam. Budzi mi wściekły ryk z pokoju Emili: MAAMAA! Już bez “eee” na końcu, a to oznacza, że jest źle. Biegnę. Dziecko w oczach ma łzy jak grochy. Ona nie chce spać, woła Ciebie – słyszę od Tomka. Serio?! Radości nie ma końca. Są przytulasy, bolesne buziaczki połączone z pociągnięciem “z bańki”. Podkładam pod kolana jakieś pluszaki. Zaczynamy od nowa.

[21:23] Olśniło mnie! Wiem! Szybko pod kołdrą, by nie drażnić dziecka, szukam na YouTube białego szumu. Jest. Odpalam ukrywając świecący ekran (czemu, do cholery, YouTube nie może działać przy zablokowanym telefonie!?). Mijają chwile. Mila się wycisza. Uffff.

[21:34] Powietrze przeszywa przerażający dźwięk… Szum automatycznie się wycisza. ESEMES! Znów zieję nienawiścią. Trzeba było wyjąc SIMa, czy coś… Mila zrywa się i krzyczy: JAJAAA?! W jej języku to dziadzia, w końcu wszystko co dzwoni komórką to na pewno JAJA. Nie, to info, że wygrałam kolejny milion. Albo że czeka na mnie jakiś MMS od tajemniczego wielbiciela. Nieważne. Widzę numer reklamowy i trafia mnie szlag. Wyłączam telefon. Wracam do śpiewania.

[22:04] Emila śpi, trzyma moją rękę. Delikatnie wyswobadzam się z uścisku. Czekam na podłodze jeszcze kwadrans, bo lubi się wybudzić tuż po zaśnięciu.

[22:20] Wychodzę po cichutku z pokoju. Mijam łazienkę. Ignoruję pranie w pralce. Nie mam sił. Zrezygnowana strzepuję kurz z suszarki pełnej suchych ciuchów. Na to też nie mam sił. Zmywarkę załadował mąż. Chwała mu za to. Rezygnuję z cydru, pieką mnie oczy. Idę się wykąpać. Zasypiam w wannie.

[23:08] Kładę się do łóżka, w końcu o pierwszej Mili zachce się pewnie pić. O trzeciej może uznać, że to doskonały czas na zabawę. A o piątej ostatnio zaczynamy nowy dzień. Zamykając oczy z zazdrością wspominam słowa koleżanki: My kładziemy Gochę o 18-19, budzi się o piątej na kaszkę i potem śpi do 8. Niemożliwe…

Wiecznie niewyspana matka Emilii i małej dziewczynki, co do imienia której jeszcze trwają spory 😉

1 thought on “Usypianie, czyli wspomnienia matki-frustratki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.