pozwól mi się ponudzić

Mamooo, pozwól mi się ponudzić…

Moje dziecko chodzi do przedszkola, w którym plan dnia jest doskonale zorganizowany. Od rana zajęcia: rytmika, angielski, lekcje tańca. Po obiedzie kółko teatralne i sportowe. Poza przedszkolnymi aktywnościami zabieramy je też na basen, we wtorki ma judo, a w czwartki zajęcia z gimnastyki artystycznej. W soboty uczy się grać na instrumentach, szukamy wolnego terminu jeszcze na niemiecki. To niesamowite, jak młody mózg chłonie nowe rzeczy. No, bo ma w końcu tylko pięć lat.  

To nie o nas. Choć nie mam wątpliwości, że znalazłaby się niejedna rodzina, w której ten dość mocno podkoloryzowany przeze mnie scenariusz, byłby bliski rzeczywistości.

Wiecznie głodni

Niezależenie od tego, czy pracujemy na 12 piętrze przeszklonego wieżowca, czy w małej, rodzinnej firmie, wielu z nas jest mentalnymi korposzczurami. Wychowani jako przyszłość  narodu, szansa, jakiej nie mieli nasi rodzice, jesteśmy zaprogramowani na sukces. Sprzedawcy marzeń, wiecznie nienasyceni konsumenci. Wolimy raczej mieć niż być. Ciągle na wysokich obrotach, stawiając sobie nowe cele i wyzwania, czujemy wyrzuty sumienia, gdy się nudzimy. Efektywność jest kluczem. Znów minął bezproduktywnie dzień? Przecież tyle jest do zrobienia. Tyle do przeczytania i obejrzenia. Tyle powiadomień błyska niecierpliwie z telefonu.

Relaks utożsamiamy z sobotnimi najebkami, na które z wiekiem po prostu nie chce się już chodzić. No i są już dzieci, obowiązki. Spotkajmy się zatem w kolejną sobotę. Zapiszę w kalendarzu.

Korpodzieci

Skoro odpoczynek wydaje nam się bezproduktywny, dlaczego mamy odbierać w ten sposób szansę na rozwój naszym dzieciom? Niech się nie nudzą, niech się uczą, robią coś, co je wykształci, uformuje. W korposzczura.

Ten temat błąkał mi się po głowie od rozmowy ze znajomą przedszkolanką, która mówiła, że obecnie dzieci nie potrafią zająć się same sobą. Potrzebują ciągłych zajęć i stymulacji. Nie umieją bawić się same, nie potrafią się wyciszyć. A wtórują im rodzice, którzy dziwią się, że w tym prestiżowym przedszkolu jest coś takiego jak czas na swobodną zabawę. Jak to – bez nauki, programu, rozwoju…?

Rozmawiając z innymi rodzicami, którzy chętnie chwalą się postępami swoich dzieci, czujemy niepokój – czy aby dajemy naszym wykorzystać wszystkie szanse? Może robimy za mało dla ich rozwoju? Może jednak ten niemiecki i lekcje gry na fortepianie to coś, czego im bardzo potrzeba?

A może… spróbujmy się razem ponudzić. W końcu, czy naprawdę musimy się interesować wszystkim?

Wiecznie niewyspana matka Emilii i małej dziewczynki, co do imienia której jeszcze trwają spory 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.