Mamo, nie chcę iść do przedszkola!

– Poczekaj, mówili… – Pójdzie do przedszkola, zacznie chorować, a wy z nią, mówili. Na to byłam więc jako tako przygotowana… O ile przeczulony do szpiku kości rodzic może być gotów na starcia z wirusami. Zupełnie nie spodziewałam się jednak ciosu ze strony Heli. Energiczna, rezolutna dziewczynka. – Hela?! Pokocha przedszkole od samego progu, mówili. Ech, jak bardzo się mylili…

Obraz zadowolonych przedszkolaków, na początku naszej przygody z tą placówką, był mi tak obcy, jak język mandaryński. Bezsilnie poszukiwałam odpowiedzi na pytanie, jak przekonać moje dziecko do przedszkola?

1,2,3 do przedszkola idziesz TY

Hela swoją przygodę w przedszkolu zaczęła dosyć późno, bo dopiero w czwartym roku życia. Myślałam, że to dobrze, bo pewnie będzie bardziej odporna (guzik prawda),  a nade wszystko byłam przekonana, że zdecydowanie lepiej niż młodsze dzieci zniesie rozłąkę z nami. Po perturbacjach z wcześniej wybraną placówką (długa historia na inny wpis), zdecydowaliśmy się na rekomendowane, kameralne przedszkole prywatne w pobliżu mojej pracy.

Pierwsze dni, a właściwie godziny,  tzw. adaptacyjne przebiegły rewelacyjnie. Hela była zadowolona, wreszcie z rówieśnikami, wszystko było nowe: twarze, zabawki, sposób spędzania czasu. Wow pomyślałam, poszło jak z płatka. Teraz tylko te przeziębienia 10 albo 30  w miesiącu i mamy to!

Nie pójdę tam i już!

Niestety szlag trafił pozytywne nastawienie po pierwszym pełnoprawnym dniu w przedszkolu. Nie poznawałam swojego dziecka. Osowiała, przygnębiona. I tak każdego kolejne dnia. Były płacze rano i po południu, przed snem i w nocy. Zaczął się koszmarek. Co rano odstawiałam ją, siłą odrywałam od siebie i jak złodziej uciekałam. W głowie gonitwa myśli, jaka to ze mnie zła matka, co ja robię mojemu dziecku, może dzisiaj jednak będzie lepiej? 

Bunt w średniakach

Z duszą na ramieniu przychodziłam po południu ją odebrać. Jak było? – pytałam przedszkolanki. – Bardzo płakała, nawet chciałam do Pani dzwonić, ale udało mi się ją uspokoić. Bałam się pytać Helenę… W drodze do domu były płacze, w zasadzie lamentom nie było końca. Kiedyś nawet zwymiotowała w aucie z tej całej sromoty. Padały ostre słowa. Hela krzyczała przez łzy, że nigdy więcej tam nie pójdzie, że  ona się nie nadaje, nic jej się tam nie podoba, że nikogo tam nie lubi i w ogóle kupa. Nie muszę chyba pisać, że nie pomogły nam też zawirowania  kadrowe w przedszkolu. Do Heli nie trafiały absolutnie żadne argumenty.

Ja vs przedszkole 0:1

Przeczytałam cały internet w poszukiwaniu remedium na nasze bolączki. Nigdzie niestety nie pisali o tak ciężkim przypadku. Uparta jak osioł, tfu tatuś 😉 Nieprzejednana, nieracjonalna, nad wyraz dziecinna i dorosła jednoczenie. Co robić? Nie było łatwo. Kiedy wydawało mi się, że gdzieś na końcu tunelu migoczące niewyraźnie światełko, zgasił je pierwszy wirus. Powrót po tygodniu wiązał się z oswajaniem starych demonów od nowa. Ja czułam, że czytam dziesiąty raz tę samą stronę w książce i nadal nic nie kumam. Tak minął nam wrzesień i październik. W pracy nie mogłam się skupić. Myślałam o tym, że ona tak w tym przedszkolu strasznie cierpi.

Może musimy zrezygnować?

Hela przyjęła taktykę, że jak nie mówi się o czymś, to tego nie ma. Więc w domu nie było gadki. Co dzieje się w przedszkolu, zostaje w przedszkolu… Prawdę mówiąc, chodziła tam na siłę, ale ja postanowiłam, że się nie złamię, choć rozpuściłam już wici wśród rodziny i znajomych, w sprawie opiekunki, nie chciałam rezygnować z przedszkola z kilku względów (program, rówieśnicy, rozwój…). A jak powszechnie wiadomo, znalezienie godnej zaufania osoby do opieki nad dzieckiem, jest zadaniem praktycznie niemożliwym do zrealizowania.

Przełom w sprawie

Tak sobie trwaliśmy aż do pierwszego zwrotu akcji. Była nim wizyta w ZOO z grupą z przedszkola. Na tyle zapadła mojemu dziecku w pamięć, że powoli zaczęły się zacierać dawne koszmarne obrazy. Do tego stopnia, że pierwszy raz zrelacjonowała nam swój dzień, z wypiekami na twarzy opowiadała o tym, co widziała. Czułam, że zaczynam stać stabilnie.  Drugim i ostatecznym przełomem były przygotowania do Jasełek i sam występ. Okazało się, że nowa Pani jest całkiem fajna, koleżanki niczego sobie, można się pobawić  i w gruncie rzeczy wcale nie jest nudno.

Czas, czas, czas

Dotarło do mnie, że Hela dopiero wówczas poczuła się częścią tej małej wspólnoty, poznała i zaakceptowała panujące tam zasady i poddała się nowemu rytmowi dnia. Zajęło jej to trochę czasu, właściwie znacznie więcej niż zakładaliśmy, a nas kosztowało mnóstwo nerwów i nieprzespanych nocy, ale w końcu się udało! Teraz co rano z uśmiechem na twarzy powtarza, że mam ją odebrać tak późno, jak to tylko możliwe, bo będzie się bawić z Emilką i Julką. Codziennie opowiada o swoich przygodach, zdobywa nowe umiejętności i wraca do domu pełna pozytywnej energii. Czego chcieć więcej? Jeśli nam się udało – to u Was również nie może być inaczej. Tylko nie traćcie nadziei i nie odpuszczajcie przedwcześnie 😉

Data dodania: 2019.04.08
Kategorie: DZIECIAKI
Tagi: bunt w przedszkolu, niechęć do przedszkola, przedszkolak, przedszkole

Najnowsze artykuły

Social Media